niedziela, 4 sierpnia 2013

O rodzinnym zakupoholizmie,"bydle" i prawie rozpętanej wojnie ciucholandowej:)

Witam:)


Dzisiaj będzie trochę prywaty. Opowiem Wam trochę o naszej miłości (mojej i mamy) do kupowania w ciucholandach, o naszych sklepowych dialogach i o zabawnych i tych mniej zabawnych sytuacjach podczas buszowania po sklepach.

Jak wiecie jestem ciuchową zakupoholiczką, przyznaję się bez bicia:)
Nie wiem skąd mi się to wzięło ale podejrzewam że to rodzinne, a konkretnie że mam to po mamie.
To jest dopiero mistrz zakupów i kamuflażu.

Mistrz zakupów bo zawsze ale to zawsze znajdzie coś fajnego.
Mistrz kamuflażu bo świetnie ukrywa to że uwielbia kupować,wychodzi to z niej dopiero w sklepie.

Przytoczę tu fragment naszej rozmowy.

Wchodząc do ciucholandu zauważam mamę. Podchodzę do niej i pytam:
Ja: A co Ty tutaj robisz?
Mama ( z miną niewiniątka) : A tak sobie przyszłam...pooglądać...
Ja: Pooglądać mówisz? A co tam sobie już pooglądałaś?
Mama: Aa tylko kilka rzeczy...
Podchodzę do jedynego koszyka który stoi z boku lady i moim oczom ukazuje się wieża Eiffla z ciuchów.
Ja: Mamo to nie jest kilka rzeczy...
Mama: No nie ale zobacz jakie fajne :)

A pożniej mówi że to ja za dużo kupuje;)

Albo taka sytuacja:


Ja: Wychodzę do sh, idziesz ze mną?
Mama: Nie chce mi się jakoś, poza tym jak idziemy razem to zawsze kupujemy za dużo.
Ja: No ale możesz iść tylko pooglądać, ja też chyba nie będę nic kupować...dobra,wychodzę już.

Mama: Poczekaj, idę z Tobą:)Wychodzimy z pierwszego sh z wypchaną ciuchami torbą.

Ja: Miałyśmy nic nie kupować...idziemy jeszcze do tych dwóch sklepów?
Mama : No możemy iść ale nic już nie kupujemy.


Wychodzimy z tych dwóch sklepów taszcząc w sumie trzy torby.


Mama patrząc na mnie ostrzegawczo :  Już lepiej nic nie mów...
Ja: Poszłyśmy z torbami...


I takie sytuacje zdarzają się nam niestety bardzo często:D




zdjęcie pochodzi ze strony demotywatory.pl
Pewnie jesteście ciekawe o co chodzi z  tym bydłem w tytule posta.
Zaraz wyjaśnię, jednak teraz kilka słów w ramach wstępu.
Obie z mamą często chodzimy do pewnego ogromnego ciucholandu w którym znajduje się perełki nie tylko ciuchowe ale i np. takie KLIK.
Ten sklep różni się od innych tym że dostawy są w niedzielę.
Dla mnie to duży plus bo w niedzielę jest na mieście o wiele spokojniej a na ulicach są pustki.
Nie znaczy to jednak ze przed sh nie ma tłumu... Tłum jest i to wielki.
Niektóre osoby pewnie wstają o 7 rano żeby być tam pierwszymi.
 Ja,na luzie, idę na miejsce jakieś 15 minut przed otwarciem.
Gdy tam docieram widzę skotłowanych ludzi przed drzwiami sklepu.

W zeszłym tygodniu było tak samo. 
Gdy byłam już na miejscu przystanęłam dosyć daleko od drzwi sklepu bo chciałam stanąć w cieniu (upał był niemiłosierny) i wdałam się w rozmowę z miłą starszą Panią.
Zagadana nie zauważyłam że za mną rośnie liczba osób.
Nawet się nie spostrzegłam gdy otworzono drzwi. 
W tym momencie lawina ludzi przeleciała przez drzwi ciągnąc mnie za sobą na co nie miałam żadnego wpływu.
Całe szczęście że na takie okazje zakładam zawsze wygodne baleriny a nie jakieś obcasy bo dawno bym już leżała.



 zdjęcie pochodzi ze strony gazeta.pl

Gdy już jakiś czas później przeglądałam ubrania zauważyłam że jedna z zatrudnionych w sklepie kobiet patrzy się na mnie jakoś dziwnie. 
Zdziwiłam się, ale zignorowałam jej spojrzenie. 
Czasami ta dziewczyna trzymała rzeczy do odwieszenia i ludzie do niej podchodzili po jedną, dwie rzeczy.
Też do niej podeszłam i gdy chciałam wziąć z wieszaka spodnie to ta spojrzała na mnie z niechęcią i głośno cmoknęła z dezaprobatą.
Potem jeszcze jak szłam do przymierzalni to niezbyt miło krzyczała do mnie tylko 5 rzeczy można brać.
Jakbym nie widziała wielkiej tablicy z tą informacją.
 Pomyślałam: Co jest? Zrobiłam coś nie tak?
Gdy wróciłam już do domu i pokazałam mamie zakupy opowiedziałam jej cała sytuacje.
Obie byłyśmy zaintrygowane o co mogło chodzić.

Następnego dnia poszłyśmy do sklepu razem. Mamy w niedziele nie ma w domu więc chodzimy razem w poniedziałek żebym mogła jej doradzić.

 Gdy mama wybrała już kilka rzeczy i jedna z pracownic pakowała jej rzeczy podeszła do niej ta sama dziewczyna co była taka nieuprzejma w stosunku do mnie poprzedniego dnia.
Zaczeła głośno narzekać na klientów(!)
A w sklepie było pełno ludzi i wszyscy słyszeli.
Mówiła że ma dosyć, że kultury nie mają, że się pchają (zerkała też na mnie to mówiąc).
Mówiła różne rzeczy, nie będę wszystkiego cytować ale padło słowo "bydło".

Tego było dla mojej mamy za dużo.
Spojrzała na nia i powiedziała: Powinniście się cieszyć że tyle osób tu przychodzi, inaczej nie mielibyście takiego utargu.
Tamta zaczęła nadal narzekać i coś tam jeszcze mówić.

I wtedy wiedziałam co się zaraz zdarzy. 
Spojrzenie mojej wkurzonej mamy powiedziało mi wszystko.
Że za moment zrobi im taką jesień średniowiecza jakiej jeszcze nie widziały.
Mama to malutka kobietka ale o walecznym charakterze więc musiałam ją stamtąd zabrać:)
Szybko zapłaciliśmy, wzięłam mamę pod rękę i wyszłam z nią szybko ze sklepu zanim pojawiły się ofiary w pracownicach;)


Po wszystkim pomyślałam że ta Pani wykazała się nie większą kultura niż Ci którzy wlatują do tego sklepu tratując wszystko na swojej drodze.

Poza tym nie każdy tak robi więc po co to wrzucanie wszystkich do jednego worka.

Nadal zaglądam do tego sklepu ale złego wrażenia tak łatwo zetrzeć się nie da.


 
A co Wy o tym myślicie?

 Spotkały Was kiedyś jakieś zabawne lub mniej zabawne przygody w ciucholandach?

zdjęcie pochodzi ze strony urodaizdrowie.pl
 

Buziaki:*

19 komentarzy:

  1. o kurcze ale masz zwariowana mamę :)
    a dla Ciebie też znajduje jakieś perełki? :)

    babka z tego sh rzeczywiście bardzo niemiła, grr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście że tak:) Kiedyś, gdy jeszcze nie chodziłam tak po ciuchach to ona znajdowała mi w nich skarby:)

      Usuń
  2. Ja mam swój ciuchland i mamy w środę wszystko po 1zł. Ludzie przychodzą do nas we wtorek i pytają czy możemy im daną rzecz schować.. znajdujemy rzeczy pochowane w koszach w innych ubraniach. Ludzie kupują rzeczy po złotówce i dajmy na to wybiorą 12 rzeczy i potrafią się jeszcze targować haha trochę chore. Z naszej strony też troszkę inaczej to wygląda, ale na tłumy nie narzekam, bardzo je lubię ;P
    Uśmiałam się z rozmowy Twojej z mamą ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale masz fajna mamę :) Moja nie potrafi nic wyszukać w SH i wysyła mnie na zakupy z lista tego co by chciała. Ja mam jeden ciucholand, do którego chodzę i często panie same mi przynoszą z wieszaków rzeczy, które by mi się mogły spodobać ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. mnie sie jeszcze taka sytuacja nie zdarzyła. pracownicy zawsze powinni znać swoje miejsce, czy to panie w banku, w mięsnym czy odzieżowym. to branże gdzie ma się kontakt z ludźmi, jeśli się ludzi nie lubi to niech zmieni pracę. no się kwalifikuje pod zwolnienie dyscyplinarne!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja już nie chodzę do takich miejsc, właśnie dlatego, że nie mogę zdzierżyc ludzkiego chamstwa i walki o każdą rzecz, która przecież warta jest grosze :/

    OdpowiedzUsuń
  6. Masz fajną mamę :) W sh zdarzają się widać różne ciekawe historie...

    OdpowiedzUsuń
  7. jeśli już kupuje ciuch to koniecznie w sh, bo i po co przepłacać? ja ''u siebie'' w ciucholandzie prowadziła raz inspirującą rozmowa filozoficzna.

    OdpowiedzUsuń
  8. hhahhaa "Mama to malutka kobietka ale o walecznym charakterze" o mnie tez tak mowia;P.. .Powiem tak pracujac w sklepie napatrzylam sie na takie zachowania ludzkie,ze bydlo to arystokracja :D...

    OdpowiedzUsuń
  9. -Love, you have to follow me to be eligible to win the giveaway...


    http://fashiongetsfierceblog.blogspot.pt/2013/08/romwe-giveaway-3-winners.html

    Hugs

    OdpowiedzUsuń
  10. hej, wygralas moje rozdanie, odbierz maila ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Oj jak ja nie cierpię takich "pustych" pracownic którym się wydaje nie wiadomo co. Ja miałam to szczęście pracować w jednym z lumpeksów tych bardziej na poziomie, wszystko wywieszone ładnie na wieszakach, posortowane i w bardzo ładnym lokalu. Cieszyłam się każdym jednym klientem który tam zagościł a było ich baaardzo sporo, szczególnie na nowym towarze i wyprzedażach. Każdemu starałam się doradzić czy pomóc. Byłam jak na rane przyłóż i klienci bardzo mnie chwalili a nawet przynosili mi czekolady i inne słodkości :) Bardzo miło wspominam pracę w takim miejscu gdzie Kobiety się przepychają do upatrzonych ciuszków :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Heheh no ja to mam mnostwo smieszmnych przygod w szmatach!! :D ALE tak to jest... fajne szmaty = dziki szlaony tłum :D

    OdpowiedzUsuń
  13. ja nie odwiedzam SH, wiec nie mam takich przezyc :D

    OdpowiedzUsuń
  14. W moim ulubionym sh jest taka sama aytuacja - w dzien dostawy ustawiaja sie ogromne kolejki i wszyscy wbiegają jak w skeczu Kabaretu Ani Mru Mru :P Masakra

    OdpowiedzUsuń
  15. lubię czasami pochodzić po ciucholandach :-) ale zabawnych sytuacji nie miałam

    OdpowiedzUsuń
  16. hahaha, skąd ja to znam?!;D ściskam

    OdpowiedzUsuń
  17. No ja nie miałam na szczęscie takich rozmów z mamą :)

    Zapraszam do wzajemnego obserwowania ;)
    Oraz na WAKACYJNE ROZDANIE na www.aneczka84.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  18. To, że ludzie lecą na kto pierwszy ten lepszy to wiadomo. Nigdy nie idę przed otwarciem a nawet godzinę po, bo jest masakra. Nie mam zamiaru się przepychać ;) A ludzie czekają nawet 2 godziny przed otworzeniem drzwi i wypatrują, co kobitki gdzie wieszają przez szybę. Normalnie komedio-dramat ;)

    OdpowiedzUsuń